- Proszę cię, nie mów mi, że jestem teraz zła. Jack, ja też go nienawidzę.
- A mimo to przeszłaś na jego stronę.
- Nie przeszłam. Spójrz na moje oczy! Są złote? No chyba nie.
Cóż... No raczej nie. Ale na upartego znalazłoby się trochę złota...
- Jack, jeśli ja jestem zła, to ty jesteś gorszy od Pitcha!
- Obawiam się, że nie do końca rozumiem.
Chyba chciała strzelić facepalma. Złapała mnie za rękę i zabrała ją spod brody.
- A dlaczego nie rozumiesz?! Bo zrobił się z ciebie totalny Strażnik! Tylko wiara was obchodzi.
- Ja... Nie zostawiłem cię dla wiary...
- Nie, w ogóle. Ty na serio myślałeś, że jakieś dziecko cię wołało?! Ty na serio myślałeś, że ten lód nie jest cienki?! Ja się tam prawie utopiłam!
No i się wściekłem.
- Nie topiłaś się! Myślałem, że mogę cię zostawić! Jesteś jak dziecko! W łyżeczce wody byś zdechła!
- Nie wkurzaj mnie!
- Wypchaj się!
- Bo dostaniesz!
- Wiesz, rozumiem Yeti i Wielką Stopę, ale ty to już przesada!
Obraziła się. Wyglądała jak przedszkolak. Śmiać mi się chciało. Ee... Nienormalny jestem. Prychnąłem. Łypnęła na mnie jednym okiem i jeszcze bardziej się nadęła. Uśmiechnąłem się, oszraniając jej bluzę. Obejrzała ją uważnie, a ja rozbiłem śnieżynkę na jej twarzy. Błękitne kryształki zabłyszczały. Spojrzała mi w oczy bez wkurzonej miny. Żadnych złych emocji... ale pozytywnych w sumie też.
- Dobra, pogadajmy poważnie. Lód, woda i tak dalej nie zrobiłyby ci krzywdy, bo nad nimi panujesz. No i jesteś martwa. Ale i tak możesz zginąć...
- Wiem, Jack! Opowiedziałeś mi o Strażnikach.
O kurde.
- Ee... No, może ci coś tam powiedziałem...
- Nie coś. Wiem, na przykład, że bez tego swojego patyka długo nie pożyjesz.
Ups?
- Coś jeszcze ci mówiłem?
- Wszystko.
Kłopoty, mam kłopoty! North mnie przerobi na mielonkę, doda do spagethii i da elfom na pożarcie!
- Ee... Czyli?
- Jaki jest mój przedmiot mocy?
O nie, nie, nie, nie, nie!
- Um... Wiesz... Musisz go sama odkryć... Znalazłaś coś po śmierci?
Zamyśliła się.
- Tak... Medalion. - sięgnęła do kieszeni bluzy - To taki otwierany zegarek. Ma związek z przeszłością, nie?
O tym też wspominałem?! No to skończę jako dodatek do ciasteczek.
- No tak... A pamiętasz coś?
Spuściła głowę.
- Bardzo niewiele. Najpierw uczucie, że komuś coś grozi, a ja nie mogę mu pomóc. Potem strach o wszystkich... A na końcu pamiętam mojego ojca i cień. Taki materialny. Dziwne, nie?
Westchnąłem.
- No dziwne... i co ja mam zrobić? North mnie zabije!!
Stłumiła śmiech.
- Najwyżej przerobi na kostki lodu i zrobi Ice Tea.
- A prawda, o tym nie pomyślałem. Albo mnie zmiksuje i stworzy koktajl "Strażnik Zabawy". Już czuję ten smak radości.
Nie wytrzymała, roześmiała się. No, mały sukces. Zapadła cisza.
- Co z twoją "rodzinką"?
- Strażni...
Nagle do pokoju wszedł North z szerokim uśmiechem na twarzy, który niemal natychmiast zbladł.
- Co tu robi ta... ta Warrier?!
Ojć. North, właśnie wbiłeś sobie ostatni gwóźdź do trumny. Brawo. A teraz oddaj mi młotek i idź na ścięcie, bo to najłagodniejszy wyrok. Lisa była teraz równie czerwona, co jej włosy.
- Warrier, tak? Nie ma co, ładnie gadasz Strażniku!
- Co tu się... Warrier! - brawo Zając, to się popisałeś! - Wynoś się, krwiopijco!
- Nie piję krwi. Nigdy w życiu! To właśnie te wasze chore domysły!
Kiedy malutka roślinka w doniczce ciut podrosła i wyrosła jej uzębiona szczęka, postanowiłem wkroczyć. Podeszłem do Lisy, kładąc jej rękę na ramieniu. Spojrzała na mnie pytająco.
- Lisek, spokojnie. Nie będziesz mi tu chyba wariować, co?
Wyszczerzyła się w odpowiedzi.
- Nie, mój drogi. Przytrzymaj swoich kolegów, a nikomu nie stanie się krzywda.
- Oni nie są tacy źli...
- Prawda! - wtrącił Zając
- ...na jakich wyglądają - dokończyłem, piorunując go wzrokiem.
- Jack? - proszę, Tooth, bądź w porządku! - Jack? Gdzie... to jedna z nich, prawda?
Spojrzałem na nią błagalnie. Podleciała.
- N-North? Ona tam leci.
- Widzę.
- To źle, prawda?
- Owszem.
- Robimy coś?
Tooth odwróciła głowę i wzrokiem kazała im się zamknąć.
- Chyba nie.
Przyjrzała się Lisie.
- Jesteś ich wychowanką, prawda? Jacy oni są?
- Zimni, ale niektórzy starają się być sympatyczni.
Wróżka westchnęła.
- Oj tak, jeśli chcą, to potrafią być mili... Mów dalej.
- Są nieziemsko piękni, wiesz. Żywią się...
- Krwią! To krew, prawda? - zamknij się, Zając.
- Owocami krwi.
- No właśnie!... Chwila, skąd to wiesz, Tooth?
Uśmiechnęła się i wzięła Lisę za ręce.
- Widzisz... dobrze wiesz, że każde z nas kiedyś było człowiekiem. - North i Zając słuchali niezwykle uważnie, co ma do powiedzenia Strażniczka Wspomnień - Czy żyje jeszcze wampir o imieniu Darien?
- Oczywiście! Jest bardzo miły i spokojny, taki po prostu ludzki. Opowiadał mi o jakiejś niezwykle pięknej kobiecie, którą pokochał, a która potem umarła... - nagle coś jej przyszło do głowy - to ty byłaś tą kobietą?
Tooth uśmiechnęła się radośnie.
- Z niezwykle piękną przesadził, ale... tak. To ja! Przynajmniej za życia... - posmutniała - ja przecież nie żyję. A nawet jeśli można to tak nazwać, jestem inna niż byłam.
Uznałem za stosowne nie wtrącać się do tej rozmowy i nie przerywać. Kurde, gdybym wiedział... no ale nie wiedziałem.
- Tooth... - ou... North nie podziela mojego zdania - o czym ty gadasz?! Jesteś Strażniczką Wspomnień! Nie powinnaś mieć tajemnic co do przeszłości.
No, teraz to po prostu muszę się wtrącić.
- Ee... mamy problem. Bo ja chyba nie jestem Strażnikem - cztery pary oczu spojrzały na mnie pytająco - no... ciągle robicie wielką tajemnicę z tej swojej przeszłości... i teraz mówicie, że Strażnicy nie mają tajemnic... - urwałem, kiedy zerknąłem na Northa.
- JA TAK NIE POWIEDZIAŁEM! JA MÓWIĘ, ŻE STRAŻNICZKA WSPOMNIEŃ NIE MOŻE MIEĆ TAJEMNIC!!!
- A czemu nie?!! Mam swoje sekrety i NIKOMU, słyszysz? NIKOMU ICH NIE POWIEM!
O ja cię... ale akcja. Nie miałem pojęcia, że Tooth może się postawić Northowi! No nie, co tu się działo! Strażnicy wrzeszczeli na siebie, miniwróżki (wszędzie się przyplątają...) latały zaniepokojone, a ja i Lisa rozkminialiśmy drogę ucieczki. No nie powiem, coś tam już mieliśmy, kiedy nagle Księżyc zaszczycił nas swoją obecnością. Oczywiście wszyscy się dalej kłócili, bo kto by tam na okna patrzył. Próbowałem zwrócić ich uwagę, to na mnie naskoczyli i oskarżyli o całe zło na świecie. O Mroka także, bo czemu by nie. To moja wina, że stworzył go... no właśnie nasz Księżyc! Którego aktualnie mamy w głębokim poważaniu. Brawo my. A raczej brawo oni. W końcu Lisa nie wytrzymała. Z dość głośnym "zamknijcie się" rozdzieliła ich pnączami i wskazała ręką okno. Od razu się uciszyli, jak na komendę w nie spoglądając. North był jakby lekko zagubiony.
- Ee... pan Księżyc! Dobry...a noc?
Brawo North, umiesz zatrzeć złe wrażenie. Księżyc wysłał taką wiązkę srebrnego światła, no wiecie. Niby dziwne, ale po tych... trzech? Chyba trzech dniach, nic mnie już nie zdziwi. Z tej wiązki powstał obraz chłopaka. Był dość młody. Taki nastolatek. Miał szarobiałe, potargane włosy i lśniąco srebrne oczy (spokojnie, miał nie tylko białka). Skórę miał jasno błękitną, taką bardziej chyba białą. Ubrany był w lśniącą, srebrną bluzę i podobne spodnie. Wyglądał jak postać widziana w lustrze... jak...
Jak ja...
- Kim jesteś? - chłopak nie przejął się Northem.
Podchodził do mnie.
- Wtaj, Jack. - głos miał jasny, czysty - chyba wiesz kim jestem.
No jasne.
- Jesteś...
————————————————————————
Hello.
Zabijcie mnie. Zabijcie. Nie wiem, ile nie pisałam rozdziału, ale jak się dowiem to dopiszę. Kurde, ja cię kręcę, eh... Wy tak czekacie (ile zapomniało o istnieniu tego bloga? Śmiało, napiszcie w komach. To żaden wstyd. No, przynajmniej dla was... ;-;), a ja wam daję marne wypociny... Okay, zabijcie mnie, ożywcie, znowu zabijcie i jeszcze raz ożywcie, bo się nie dowiecie, co dalej. No, pozdrawiam i znikam!
Bye!
"Nie mówię w tym samym języku, co ty."
OdpowiedzUsuńDraco Malfoy & Ginny Weasley
www.tensamjezyk.blogspot.com - zapraszam serdecznie!